Hej.
Chciałam Wam napisać że kończę z blogiem.
Jakby ktoś chciałby go przejąć to zapraszam.
A teraz pa:*
Będę tęsknić:(
Tęsknić za wszystkimi komami i komentarzami:(
Papa;*
Kocham:);*
sobota, 9 lipca 2016
Kończę
czwartek, 7 lipca 2016
Małe info.
Hej kochani!
Rozdziału nie było wieki...
Ale nie mam weny:(
Teraz siedzę w autobusie:)
Jadę na jeden dzień do Kołobrzegu,i dwa do Dźwirzyna.
Więc rozdział nwm kiedy.
Całuję:*
Bibi
poniedziałek, 4 lipca 2016
Rozdział 5-"Bóg zdecydował,nie ja"
Dedykuję Kylie:(
***
Szłam miastem z moim mężem i dzieckiem Juliette(czytaj Dżulietą)
Wszystko było takie piękne,kolorowe.
Musieliśmy przejść przez pasy.
Nie patrząc wyszłam za chodnik i poczułam mocne walniecie w boku.
@#@#@@##@
Obudziłam się cała w pocie.
Rozejrzałam się po pomieszczeniu.
Wszystko białe czy ja umarłam?
-Violu-usłyszałam czysty głos mojej babci,obróciłam się i zobaczyłam ją.
-Babciu!
Pobiegłam do niej by ją przytulić lecz jak biegłam tak oddalała się ode mnie.
-Violetta to jeszcze nie czas na Ciebie. Jeżeli mnie chociaż dotknież to umrzesz. Uwież masz dla kogo żyć.
-Ale ja tak za tobą tesknie-poplakalam się.-Powiedz dlaczego mnie zostawilas!?
-To Bóg zdecydował,nie ja.
-Powiedz dla kogo mam żyć? Moi rodzice...oni się mną nie interesują,Leon...ma dziewczynę,koledzy z klasy...nie lubią mnie. Proszę daj mi powód dla którego powinnam żyć.
*W tym samym czasie*
Samuel
Lekarz
Właśnie robimy operacje Violetcie.
Wykryliśmy u niej góza.
Nagle maszyna zaczęła piszczeć.
Co!?
Umarła.
Violetta
-Viola tego dowiesz się sama.
Nagle padłam.
Samuel
Ożyła.
Uff...
Violetta
Obudziłam się w sali w której leżałam wcześniej.
-Witamy wśród żywych-powiedział lekarz który zawiadomił mnie o tym,że mam raka.
-O co chodzi?
-Przepraszamy maszyna,która wykryła że masz raka była zepsuta. Nie ma pani go.
Powiedział doktor,a ja byłam w siódmym nebie.
++++++++
Hej!
Na początku przepraszam za błędy.
Kylie,przecież jest nas mało...
A każdy powinien mieć zajęte miejsce bo to nie fair.
Ok nie mam czasu więc spadam:*
Teraz nazywam się tak:
Bibi♥<-----
sobota, 2 lipca 2016
Rozdział 4-''..raka''
Mam tylko rodziców,nigdy nie wiedziałam jak smakuje miłość.
Nagle ktoś zapukał.
-Proszę-powiedziałam szlochając.
Moim oczom ukazał się Leon i jakaś dziewczyna.
Wyglądała tak:
-Hej-powiedzieli Leon i ta dziewczyna.
-Ty płaczesz?-spytał.
-Nie wiem po co się pytasz skoro i tak mi nie pomożesz.
-A co ci jest?
-Mam... r...-nie może mi to przejść przez gardło.-Ra...ka...
Zaczęłam jeszcze bardziej beczeć.
Przytulił mnie czule,a ta dziewczyna takie coś:
-Ariana-podała mi rękę.
Sprubowałam podnieść moją.Udało się.
-Violetta.
-Przynieść Ci coś do zjedzenia,albo picia?
-Nie dzięki.
Nagle zrobiło mi się duszno i zemdlałam.
Do sali wbiegli lekarze i chyba mnie reanimowali.
+++++++++++++++
Siema ludziska!
No to rozdział taki.
Spoko nie uśmiercę jeszcze Violetty:)
Ale gdzieś tak za...3 czy 4 rozdziały...
Pożyjemy zobaczymy.
No bo jak Vils umrze to przecież będzie koniec opowiadania.
No i jeszcze mała sprawa...
Jest nas mało,więc pomyślałam,że stałe zajmowanie miejsc nie ma sensu.
Co dziennie będzie miała zajmowane miejsce inna osoba(jedna)
Zapraszam was do komentowania:)
I przy okazji wpadajcie na bloga do mojej koleżanki:)
http://milosczawszewygrazgniewem.blogspot.com
Tajemnicza sweet:*
